Z głębokim smutkiem żegnamy ADAMA BRZYCHCEGO - wieloletniego nauczyciela plastyki oraz rysunku i malarstwa, wspaniałego pedagoga, wychowawcę dzieci i młodzieży, który z wyjątkowym wyczuciem wspierał ich artystyczne talenty, zachęcał do poszukiwań, do rozwijania swoich pasji, realizowania pomysłów i marzeń. Cenił dobrą robotę, bezbłędnie wiedział, na co każdego wychowanka stać i odpowiednio wysoko stawiał poprzeczkę. Wspierał, pomagał, podpowiadał w taki sposób, że każdy był pewien, że to on sam już potrafi.
Na zawsze zostawił ślad w naszych sercach jako kolega, przyjaciel, mistrz, nauczyciel, wychowawca, pedagog, bliski człowiek.
W poczuciu ogromnej straty
Pracownicy Młodzieżowego Domu Kultury, Wychowankowie i ich Rodzice

brzychcy2

 

BRZYCHCUNKI
Liceum im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Warszawie było w PRL-u dość elitarną szkołą, ze światłymi nauczycielami i wewnętrznie opozycyjną młodzieżą. Niemniej jednak, szarość i strach komuny zaraził także i tę szkołę, powodując nieomalże wiarę w wiodącą rolę partii i wieczną przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. Uczyłam się w tej szkole w okresie stanu wojennego. Starałam się spóźniać do szkoły i urywać z ostatniej lekcji. Oby jak najkrócej…
Aż tu nagle na pierwszej lekcji pojawił się nauczyciel, Pan Adam Brzychcy, i powiedział: róbcie, co chcecie. Malujcie, bądź rysujcie. Jeżeli zechcecie, możecie mi pokazać swoje dzieła. Jeżeli nie, róbcie to dla siebie. Ja tylko mogę Wam pomagać i podpowiadać. Uwierzyliśmy, że mamy talent plastyczny. Stało się to prawdą. Z zapałem tworzyliśmy coraz to nowe dzieła, coraz śmielej i kolorowiej. Sięgaliśmy po nowe, nieznane techniki i tematy. Biegaliśmy do Pana Brzychcego, aby coś powiedział. Mówił mało, nigdy nikogo nie skrytykował, inspirował do nowych rozwiązań. Uczył, czym jest sztuka. Ta najwyższych lotów. To zostało. Z żalem kończyłam liceum, bo oznaczało to rozstanie z Panem Brzychcym i naszym ulubionym przedmiotem - BRZYCHCUNKAMI.
I oto po latach wielu zobaczyłam znajome mi nazwisko na stronie internetowej MDK im. W. Broniewskiego. Serce mi zabiło! Pan Brzychcy dalej uczy! Zapakowałam swoje bliźniaki Alicję i Aleksandra do samochodu i szybko byliśmy na ul. Łazienkowskiej. Pan Brzychcy mnie pamiętał, chociaż niczym się nie wyróżniałam. Byłam dumna przed dziećmi. Zaczęła się nowa era. Teraz zapał do sztuki przejęły moje dzieci. Najpiękniejsze dni tygodnia to te, w których mają BRZYCHCUNKI!
Magdalena Maliszewska
21 lutego 2013 r.